|

Patronem
Towarzystwa Chrystusowego
jest Jezus Chrystus Król Wszechświata.
Uroczystość patronalna
w naszej Parafii
przypada zawsze w ostatnią niedzielę roku
kościelnego, czyli pod koniec listopada.
Kiedy Jezus żył na ziemi, nikt nie uważał Go za
króla. Nikt też nie podejrzewał, że może być
królem. On sam, gdy kilkakrotnie próbowano
obwołać Go królem, nie zgodził się na to. Nigdy
też za czasów swej publicznej działalności nie
powiedział o sobie, że jest królem. Tak więc
oskarżenie ze strony faryzeuszów, że Jezus czyni
siebie królem, było równie kłamliwe jak
wszystkie inne.
Owszem, Jezus bardzo wiele mówił o Królestwie
Bożym, ale zawsze podkreślał, że jest to
zupełnie inne królestwo niż to, o którym myśleli
Jego słuchacze. Kiedy zaś matka synów Zebedeusza
prosiła, aby jej synów umieścił w swym
królestwie po swej prawie i lewej stronie,
odpowiedział jej bardzo ostro: „Nie wiecie, o co
prosicie...” podkreślając po raz kolejny, że
nawet Jego najbliżsi nie rozumieli natury
Królestwa, które głosił. Tak zresztą jest i do
dziś. Nikt nie zna natury tego Królestwa, jeśli
go nie oświeci Duch Prawdy.
Jezus, owszem, wyznaje w końcu, że jest królem,
ale czyni to w takiej chwili, że nikt już nie
może mieć wątpliwości co do absolutnej
odmienności jego Królestwa od wszystkich innych
królestw. Dokonuje tego w najgorszym po ludzku
momencie, wtedy, kiedy Jego sprawa jest już
przegrana, a zguba postanowiona – w czasie
procesu prowadzonego przez Piłata. W tamtych
okolicznościach Jego wyznanie mogło być tylko
przedmiotem kpin i szyderstwa i tak też się
stało.
Jezus nie zgodził się na to, aby Mu nałożono
prawdziwą, złotą koronę królewską i dano do ręki
złote berło, żeby Go odziano prawdziwym
królewskim płaszczem purpurowym, ale przyjął bez
protestu koronę z ciernia, trzcinę zamiast berła
i strzęp czerwonego żołnierskiego płaszcza.
Zamiast korony chwały, przyjął koronę
hańby.
Jest
więc swoistym wyrazem niezrozumienia
najgłębszych intencji naszego Pana zdejmowanie
Mu korony cierniowej i nakładania korony ze
złota, której On nigdy ani nie nosił, ani nie
chciał, co więcej, przed którą się bronił. Jego
korona z ciernia przemawia o wiele mocniej niż
złoto, a żołnierski płaszcz nasiąknięty Jego
krwią jest o niebo cenniejszy niż
najszlachetniejsza purpura królewska.
Takie oznaki swego Królestwa Pan sam sobie
wybrał, choć jest nam to bardzo nie na rękę
i kłóci się z naszym poczuciem godności
i estetyki. Chętnie uczcilibyśmy Go, jak tamci,
co Go chcieli obwołać królem, wspaniałymi
znakami ziemskiego panowania. Czynimy to nawet,
ale musimy być tu bardzo ostrożni.
Czemu Jezus – nasz Król – tak postąpił? Czemu
tak skrajnie zdystansował się od wszelkich oznak
ziemskiego panowania? Uczynił tak, bo zna nas
bardzo dobrze i chciał na zawsze wytrącić nam
z ręki jakąkolwiek możliwość fałszywego –
ziemskiego – rozumienia Jego królowania.
Wyznając przed Piłatem: Tak, jestem królem,
dodaje zaraz: Ja się na to narodziłem i na to
przyszedłem na świat, aby dać świadectwo
prawdzie. Królestwo Jezusa jest Królestwem
Prawdy, a więc usunięcia wszelkiego fałszu,
całego oszustwa szatana, w którym od grzechu
pierworodnego pogrążony jest świat. Jezus
demaskuje królestwo kłamstwa, w którym księciem
jest ten, który kłamcą był od początku – szatan.
Przez całą swoją działalność publiczną ujawnia
różnorakie przejawy kłamstwa począwszy od
kłamstwa religijnego w wydaniu faryzeuszów
i saduceuszów, przez kłamstwa życia codziennego
aż po kłamstwo polityczne. Jednocześnie objawia
prawdę o Bogu i prawdę o człowieku.
On
sam jest tą prawdą. To w Nim najpełniej objawia
się natura Boga, którą jest miłość, i na Nim też
najwyraźniej objawia się natura ludzkiego
grzechu, którą jest śmierć – dwie strony prawdy,
wydawać by się mogło, nie do pogodzenia.
A jednak w Nim, w Jego krzyżu i zmartwychwstaniu
staje otworem wyjście z tej sytuacji bez
wyjścia: Bóg kocha grzesznika i nie pozostawia
go w śmierci. To największa i najpiękniejsza
prawda. Tu najpełniej objawia się to, co stanowi
duszę chrześcijaństwa, co je odróżnia od
wszystkich innych religii – miłość
nieprzyjaciół. Królestwo Jezusa to ciągle
Królestwo tej właśnie Prawdy, to królestwo
kerygmatu, w który nie sposób uwierzyć bez
pomocy Ducha Świętego, tak jest on
nieprawdopodobny. Aby przy tej prawdzie trwać,
aby ją głosić ciągle, aby nie popaść
w tryumfalizm, nie zacząć się wywyższać
i gardzić grzesznikami, aby kochać naszych
nieprzyjaciół, potrzebujemy króla w cierniowej
koronie, króla, który nie przyszedł po to, aby
Mu służono, lecz aby służy i dać swoje życie na
okup za wielu.
Nie
przypadkiem Piłat po wyznaniu Jezusa pyta: Cóż
to jest prawda? Nie jest to pytanie
filozofa-sceptyka, jak sądzą niektórzy. To
retoryczne pytanie polityka-praktyka, który wie
z doświadczenia, że w polityce prawda traktowana
jest instrumentalnie, że królestwa tego świata
zbudowane są na oszustwie i intrydze. Liczy się
ten, komu się uda sprzedać jako prawdę swą
wersję, czy ideologię, ten, kto innych
wyprowadzi w pole. Iluż takich przykładów
dostarcza nam i dzisiejsza polityka. Nie
przypadkiem też organ prasowy najbardziej
zakłamanego systemu wszech czasów nosił nazwę
„Prawda”.
Jezus Chrystus jest Królem Wszechświata – całego
kosmosu, gdyż prawda, którą On sam jest i którą
objawia, jest ostatecznie Prawdą Trójcy Świętej,
jest Jej wewnętrznym Życiem, z którego wszystko
bierze początek, swe trwanie i sens. Tylko ten
Król mógł sobie pozwolić na koronę hańby, bo też
tylko Jego nie można pozbawić chwały, jaką miał
u Ojca od początku, zanim świat powstał.
Odwieczna prawda nie musi się bronić, nie musi
używać przemocy. Tylko Ona może być cicha
i pokorna. Każdy, kto ją odrzuca, karze sam
siebie. Skazuje się na kłamstwo i ciągłe
poczucie zagrożenia. Ostatecznie wybiera życie
poza miłością i bezsens, które są istotą piekła.
Oddając cześć Jezusowi Chrystusowi Królowi
Wszechświata sięgamy do największych głębin
całej rzeczywistości, które nie są odmętami
strasznych tajemnic, ale przepaścią
niezgłębionej Miłości. Wszystko, co żyje, choć
często zniekształcone przez grzech, jest
tchnieniem tejże Miłości. Z Niej się poczęło
i ku Niej zdąża, jak nam pokazuje to ostatnie
święto – cel roku kościelnego. Nie chłód
i martwota zimy, której pierwsze oznaki przynosi
listopad, ale żar Miłości jest naszym
przeznaczeniem.
|